11.20
Rzecz będzie o zarazie… zarazie pożerającej przestrzeń publiczną, wciskającej się w każdy wolny kawałek przestrzeni… Czyli o bilbordach.
Codziennie idąc do pracy mijam ich całe skupisko – ustawione pod różnym kątem, każdy na innej wysokości i innych rozmiarów, część przytwierdzona na stałe, do gruntu lub budynku, część na betonowym klocu, udające tymczasową, przenośną na niby, konstrukcję. Jednym słowem – totalny chaos.
Mam wrażenie, że obecność choćby jednego prowokuje powstanie kolejnych – tak jakby był nosicielem zarazy, która rozprzestrzenia się po całym mieście w zastraszającym tępie.

ps. po drugiej stronie skrzyżownia, jest jeszcze drugie tyle – łącznie z gigantycznym banerem na gmachu SGH. W sumie w promieniu jakichś 40 m jest ok. 30 kilka reklam


