03.28
Korzystając z faktu, iz miałem kilka dni zaległego urlopu, który musiałem wykorzystać, oraz z chwilowego posiadania biletu na linnie podmiejskie, skorzystałem z usług SKM i wybrałem się na zwiedzanie Pruszkowa.
Uzbrojony w wydrukowaną z internetu listą tego co warto zobaczyć ruszyłem w miasto. Poszedłem do zadania ambitnie (zbyt ambitnie) i zamierzałem zaliczyć jednego dnia wszystkie obiekty z listy. Niestety brak komunikacji miejskiej z prawdziwego zdażenia, (a przynajmniej takiej do której przyzwyczaiłem się w Warszawie) sprawia, że dużooo czasu schodzi na przemieszczanie się pieszo z punktu A do B, zwłaszcza, że zaglądałem do większości bocznych uliczek na mojej trasie, co dodatkowo wydłuzało czas podróży. W efekcie pierwszego dnia udało mi się ‘zwiedzić’ jedynie rejony w sąsiedztwie stacji PKP i dawnej fabryki ołówków oraz ‘centrym’ miasta, a na liście zostało jeszcze całkiem dużo ‘nieodchaczonych’ obiektów. Następnego dnia powróciłem z zamiarem dokończenia dzieła, zamiast ‘penetrować’ inne rejony aglomeracji warszawskiej, jak pierwotnie planowałem… Niestety i znów odległości zrobiły swoje i udało mi się zwiedzić jedynie kawałek Żbikowa dzielnicy Pruszkowa, niegdyś samodzielnej osady i w efekcie spory kawałek miasta został mi jeszcze do spenetrowania – głównie Tworki oraz cmentarz Pruszkowski.
Ale przy nadarzającej okazji to nadrobię i połącze z przejażdzką WKD… Kto wie może zapuszczę się nawet po sąsiedzku, do Komorowa ? Pożyjemy Zobaczymy.
Zdjęcia z wyprawy są dostępne w nowym albumie w mojej fotogalerii.




