05.31
Przy niewielkiej uliczce Ustrzyckiej we Włochach można spotkać niezwykłe domki wyglądając niczym scenografia do filmu science fiction z lat 60-tych, albo z kreskówki o rodzinec Jetsonów.



Ich historia sięga lat 50-tych ubiegłego wieku. W 1956 roku z prywatnej inicjatywy środowiska warszawskich naukowców zostało założone Spółdzielcze Zrzeszenie Budowy Domów Jednorodzinnych „Zakątek”. Zakupiono od prywatnych właścicieli teren leżący na peryferiach miasta, pośród pól na których uprawiano ziemniak i kapustę, z przeznaczeniem pod budowę około siedemdziesięciu eksperymentalnych domów jednorodzinnych. Autorem projektu osiedla był architekt i wynalazca, inż. Andrzej Iwanicki Domki wykonywano w technologii monolitycznej, łupinowej. Powtarzalne, czterdziestoczęściowe formy, na których układano zbrojenie zalewano betonem. Powstałe w ten sposób, jednorodne konstrukcyjnie kopuły (o promieniu wewnętrznym 3,3 metra), ocieplano z zewnątrz plastrami pumeksu i tynkowano. Niektóre ściany zewnętrzne pokrywano mozaiką, wykonaną z kolorowych płytek ceramicznych. Każdy budynek miał piwnicę, a niektóre również garaż.

Centralną częścią domu był płaskostropowy łącznik na styku dwóch / trzech kopuł. Zaprojektowano tam jadalnię. Każda kopuła mieściła określone funkcje: w jednej przewidziano obszerny salon z kominkiem otwartym na jadalnię, w innych, podzielonych ścianami, kuchnię, sypialnię i pomieszczenia sanitarne.

Niestety z powodu braku podstawowych materiałów budowlanych, problemów prawnych, budowa eksperymentalnych domków ciągnęła się latami, co sprawiło, że lawinowo rosły koszty. Do 1966 roku, powstało zaledwie dziesięć dwu- i trzykopułowych domków z planowanych siedemdziesięciu budynków. W tym samym roku, Spółdzielnię postawiono w stan likwidacji. Wykończeniem istniejących i budową nowych „kopulaków”, członkowie zlikwidowanej Spółdzielni mieli zająć się we własnym zakresie. W efekcie, nie powstał już żaden nowy budynek. Wiele osób zrezygnowało z inwestycji, godząc się ze poniesionymi do tej pory stratami.
Wraz z postępującą od lat 70-tych zabudową okolicznych terenów, osiedle przy Ustrzyckiej, utraciło swój urok ‘zakątkowości’. Największym jednakże problemem jest fakt, iż domków po prostu ubywa. Z dawnego, skromnego zespołu czterech domków dwukopułowych i sześciu trzykopułowych, do dziś dzień przetrwało
zaledwie kilka budynków. Pozostałe, zostały przez właścicieli zburzone lub przebudowane (najczęściej wchłonięte przez nową zabudowę)- proces ten trwa po dziś dzień) bez oglądania się na ich specyficzny, futurystyczny charakter.






Na zachodzie tego typu zespół unikalnych budowli byłby objęty szczegółową ochroną, ale u nas nawet o znacznie starsze pamiątki architektoniczne się nie dba i pozwala na niszczenie albo pozostawia się samym sobą, nie dokonując nawet bieżących napraw.
Wpis powstał w oparciu o informacje z portalu sztuka.net




Szczęka mi opadła jak to zobaczyłam, serio. Szkoda,że je tak mało widać zza dobudówek.
Pewnie na iglo się wzorowali przy budowie.
Ale czaderstwo – będę musiał kiedyś tam zajrzeć
Rubeusie – skąd masz te wszystkie informacje? Pytam, bo są bardzo ciekawe, a nigdzie dotąd się z nimi nie spotkałem.
Piotrze – info o kopulakach (jak i sam fakt ich istnienia) znalazłem na portalu sztuka.net. [info dodałem już do notki, bo zapomniałem dać od razu ]
Przypadkowo wlazłem do nich w piątek popołudniu i postanowiłem na własne oczy obejrzeć te cuda.