2009
10.30
10.30
Dwa tygodnie temu z okazji niespodziewanej anomalii pogodowej, przez blogosferę przetoczył się chóralny jęk wieszczący, że oto mamy koniec jesieni, że pobyła ona sobie 10 dni, itepe, itede…
A tymczasem za oknami mamy piękną złotą jesień. Liście drzew mienią się wszystkimi odcieniami pomarańczy i czerwieni, ale najwięcej jest żółtego
Zdjęcia wykonane na Kabatach i Polu Mokotowskim









Nic tylko się tarzać w liściach
To jest Stonehenge na miarę naszych możliwości…
Polach
o nie Hrabio… Choć podzielone pole jest jedno
Dla Mokotowian zawsze w liczbie mnogiej tak, jak dla Żoliborzan Plac Wilsona przez W, a nie Ł.
Się wtrącę: Z placem Wilsona wszyscy się snobują na czytanie przez „W”, które to wymawianie ma może i swój urok, ale jest raz że niepoprawne (nie czytamy w końcu „Witnej” Houston ani John „Wejn”), dwa że może bardziej właściwe starszym niż nowoczesnym mieszkańcom miasta. Obecnie brzmi dla mnie tak samo egzotycznie, jak tylnojęzykowe „ł”, krztuszone przez przedwojennych aktorów. Z jednej strony ciekawie, że zostawiono to nawet w zapowiedziach w metrze, z drugiej – nie byłbym tu tak ortodoksyjny, mimo całego szacunku dla tradycji.